Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pilaten. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pilaten. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 maja 2017

Nowości w maseczkach do twarzy po raz kolejny - Holika Holika, Pilaten - oczy, usta,cała twarz


Jak to mówili starożytni Egipcjanie - pielęgnacji nigdy za wiele :) (sic!) Tak więc moje oczy spoczęły na nowych maseczkach w płachcie od Holika Holika - spośród 10 rodzajów wybrałam trzy: ryżową [KLIK] ogórkową [KLIK] oraz z zieloną herbatą [KLIK]. Posługując się ściągą z opakowania, to nawilżenie, nawodnienie oraz wygładzenie.


Według wskazówek na opakowaniu, maseczki są na "cienkim materiale żelopodobnym", ale nie ma się co czarować - to maseczki na bawełnianej płachcie, jak wiele innych. Jeśli miałabym znaleźć coś co je wyróżnia, to rodzaj otwarcia - który wyjątkowo występuje w prawym górnym rogu. Bardzo podoba mi się również przejrzysty design opakowań. Zawartość natomiast jest klasyczna - większe wrażenie wywarła na mnie maseczka z ryżem, która lekko szczypała twarz i dobrze nawilżyła. 


Przechodząc do Pilaten - Maseczki w opakowaniach wyglądają bardzo szkaradnie. Jak z Chińskiego marketu, albo sprowadzone z aliexpress. Opakowania są kiczowate, natomiast musiałam wypróbować żelową maseczkę na usta, bo już od dawna kusi mnie taka maseczka od Etude House. Przy okazji kupiłam też żelowe płatki pod oczy - pomimo że mam jeszcze opakowanie bawełnianych płatków (ok. 5 zł za kilkanaście sztuk firmy Skinlite w Carrefour, polecam!) Żelki pobyły sobie na mojej twarzy ok 25 minut i nie zrobiły nic spektakularnego. Oprócz tego, że współlokatorzy wymyślili mi kilka nowych przezwisk i moja ciekawość co do kolorowych żelek została zaspokojona :) Usta nie były wygładzone, a skóra pod oczami spektakularnie rozjaśniona. Wręcz zaciskałam je pod maską, która temu sprzyjała. Cóż - wypróbowałam i więcej się nie skuszę. Mam natomiast w planach wypróbowanie pozostałych maseczek od Holiki :)


sobota, 25 marca 2017

Czarna maseczka Pilaten

O maseczce Pilaten i tego typu specyfikach jest dosyć głośno - bo prawie każdy z nas ma wągry na nosie, a nie każdy chce je mieć. Czym jest maseczka i czy się sprawdza?

 

Maseczka polecana do wielu typów cer, w szczególności tłustej i mieszanej, ze skłonnością do występowania zaskórników (również zamkniętych wągrów) oraz powiększonych porów skórnych. Naturalne składniki gwarantują bezpieczeństwo stosowania bez ryzyka podrażnień.
- Doskonale oczyszcza skórę z zanieczyszczeń
- Usuwa martwy naskórek
- Zmniejsza widoczność porów
- Reguluje pracę gruczołów łojowych
- Wygładza powierzchnię skóry
Zawiera aktywny węgiel pozyskiwany z bambusa, który ma właściwości oczyszczające, bakteriobójcze i ściągające, dzięki czemu dokładnie usuwa nadmiar tłuszczów znajdujących się na powierzchni skóry. Niweluje także efekt „świecenia się” twarzy. Dodatkowo poprawia koloryt cery delikatnie ją rozjaśniając.
Sposób użycia: Maskę nałożyć równomiernie na suchą skórę twarzy omijając okolice oczu. Odczekać aż maseczka całkowicie zaschnie, po czym delikatnym ruchem oderwać ją i zdjąć.
Efekt: Idealnie oczyszczona, wygładzona i zmatowiona cera.



Maseczkę możemy dostać w tubce (kupiłam za ok. 20 zł w Drogeriach Polskich) oraz w saszetkach, które widziałam w mniejszych drogeriach.  Na początek zdecydowanie polecam mniejsze opakowanie, jeśli macie taką możliwość.
Pojemność maseczki 60g jest dla mnie zdecydowanie zbyt duża, zwłaszcza że dla mnie osobiście to wielki niewypał. 
Kosmetyk ma postać czarnej, kleistej i niezbyt zachęcającej mazi. Pachnie za to słodko, owocowo-kwiatowo. W tym wypadku zapach przeczy wyglądowi. Maź przed zastygnięciem jest na tyle kleista, że ciężko ją zmyć z rąk (w tym przypadku sprawdzi się tylko nakładanie pędzlem) i ubrań. Już przetestowałam, gdy maseczka kapła mi na bluzę - plamy po niej trudno wywabić.
 
 
Maseczka jest z typu tych peel off - czyli jest zdzierana. Ma działać jak plaster na zaskórniki z tym plusem, że sami możemy wybrać obszar, na który ją nałożymy. Moje pierwsze podejście było dosyć ciężkie, jako że próbowałam nałożyć maskę palcami. Nałożyłam cienką warstwę, która dosyć szybko zastygła na nosie, ale nie 'wyjęła' z niego nic. Kolejne podejście na całą strefę T, z grubszą warstwą - nadal nic. W dodatku grubsza warstwa maski zastyga około pół godziny, a niezaschnięte fragmenty dosyć ciężko zmyć. Oczywiście przed każdym użyciem robiłam peeling, bo pory były jak najbardziej otwarte. Kolejnym już razem poszłam na całość - zrobiłam porządny, gruboziarnisty peeling, oraz parówkę. Gorącym ręcznikiem masowałam twarz, a gdy się ostudził, znowu nasączałam go wrzątkiem i pocierałam tak cerę przez ok, 5 minut. Nałożyłam maskę tym razem na całą twarz i znowu nic - wągry były tam, gdzie zawsze. Za to bardzo podrażniłam sobie skórę na policzkach, która po peelingu i tej masce dochodziła do siebie kilka dni. Niestety, maseczka nie zrobiła NIC oprócz wyrwania włosków z twarzy. Zachęcona opiniami innych, czuję, że straciłam pieniądze, czas, nerwy i Bogu winne mikro włoski z twarzy :P

sobota, 10 grudnia 2016

Szybki haul kosmetycznych zbędników :)


Hej! Dziś będzie szybki szpil, bo i równie szybko zamiast kupić sobie w końcu coś z marki odzieżowej, w rekordowo krótkim czasie udało mi się zaopatrzyć w niezbędne do przetrwania rzeczy. I już szybko piszę, które polecam jeśli już je wypróbowałam:


Na pierwszy ogień idzie maseczka z ekstraktem z czerwonego wina od Tonymoly. Maseczka jest w płachcie i wszystkie rodzaje tych masek kosztują w TK MAXX 13 zł. Ekstrakt jest dość wysoko w składzie, a za nim kilka innych w kolejce. Właśnie jestem w trakcie korzystania, efekty zapewne za 20 minut :)
edit: właśnie zdjęłam, esencja jest bardzo rzadka i nie pozostawia na cerze lepkiej warstwy, po zdjęciu maseczki można więc od razu wykonać makijaż, a najlepiej jeszcze wklepać pozostałość maseczki z opakowania i krem.


Kolejny z TK MAXX, to pędzel do blendowania za 17 zł. Moim noworocznym postanowieniem na pewno będzie posiadanie dużej ilości pędzli do blendowania i pewnie to podkusiło mnie, żeby kupić pędzel nieznanej marki. Z opakowania jednak wynikało, że "Look good feel better" (marka dostępna w Walmarcie) przekazuje daną część kobietom chorym na raka, a rzeczony pędzel zgarnął w zeszłym roku 2 nagrody.
Wczoraj wykonałam nim całe blendowanie oka i pomimo, że jest bardzo miękki, jednak ścięty kształt nie jest dla mnie. Cóż, będziemy próbować nawiązać współpracę. Polecam, jeśli nie przeszkadza wam kształt.


Plasterki na nos od Mizona za parę groszy - zakupione w Drogeriach Polskich, akurat mieli dostawę Mizona. Użyłam jednego już wczoraj, niestety wyrwał mi same włoski z powierzchni włosa. Cóż, można to wyjaśnić na 2 sposoby - plaster nie działa, albo nie mam wągrów, drugą możliwość wykluczam, bo widzę je gołym okiem. Jednak o wiele lepiej spisują się 3-etapowe plastry, albo chociażby te z Biedronki. Srsly.


Mówiłam już, że była dostawa Mizona? :D Żelowa maska za 13 zł, wydaje się bardzo opłacalnym interesem w porównaniu do Tony Moly w płachcie, jednak Mizon ma ekstrakty na końcu składu. Drugi jest też Butylene Glycol, za nim Glycerin, w Tonymoly odwrotnie. Maski hydrożelowe mają oczywiście inne działanie niż te w płachcie i nie ma co porównywać, jednak nie mogę się powstrzymać. :) Cóż - nie wypróbuję, nie przekonam się.


Czarna maska Pilaten na wągry - rzecz, którą w Drogeriach Polskich zachwycali się zawsze wszyscy kiedy byłam i czekali na dostawę. Tubka czarnej mazi kosztuje 20 zł i ma działać, jak plastry - zasycha i zdzieramy. Niestety, u mnie działała nieudolnie jak plastry, następnym razem postaram się jej nałożyć mniej, bo kapała wszędzie (A ciężko to domyć) i nie chciała zaschnąć na twarzy. Pilaten to chyba taki chwilowy youtubowy hit. Postaram się w przyszłości napisać szerszą recenzję w której stwierdzę, czy jest lepszym sposobem na wągry, niż żelatyna albo białka jajek. :P


No i przyszedł czas na H&M Beauty, który to dział wręcz uwielbiam, odkąd powstał rok temu (klik), jednak brokat na brwiach... Na wyprzedaży dostaniemy różne kolory i muszę powiedzieć, że nie wygląda to źle. Postaram się kiedyś pokazać wam efekt, natomiast z miedzianym pigmentem Inglota na oczach żel na brwiach komponuje się po prostu pięknie i uwydatnia ich strukturę.


I kolejna jest gąbka do makijażu, również za dychę. W H&M jest dosyć spory wybór kształtów. Gąbka zamknięta była w foliowe opakowanie, więc po 'zmacaniu' jej przez nie, stwierdziłam 'Miękka, bierę!' Jak widzicie, nie jest to struktura Beauty Blendera, gąbka jest bardzo porowata, ale nakłada się nią podkład z łatwością, dobrze się też domywa. Świetnie się składa, że była zapakowana w elastyczne opakowanie, bo obiecałam sobie że po klapie z gąbką z Super Pharmu nie biorę już nic w ciemno. w TK MAXX jest spory wybór gąbek, jednak firmy nie są mi znane, a kolejnej porażki bym nie zniosła. :D
}