sobota, 14 października 2017

Czy da się kupić jeszcze więcej za mniej? - promocja -55% Rossmann


Dziś będzie szybki post o promocji i wrażeniach jakie jej towarzyszyły. Do dzieła!


Promocja była (była, bo już mam wszystko, co chciałam :P) dla mnie pod znakiem rozświetlaczy - postanowiłam uzupełnić zapasy o tanie nabłyszczacze do twarzy i w tym celu przejrzałam yt, ab wiedzieć na co zwrócić uwagę. Rozświetlacze Lovely Gold i Silver miałam kiedyś zaraz po premierze i zrobiły na mnie złe wrażenie. A raczej ich opakowania, które się rozpadały. Teraz sytuacja jest podobna, Silver od razu po dotarciu do domu wypadł z opakowania i zamiast bawić się w klejenie, skorzystałam z niezawodnej palety magnetycznej. Działa! Gold na twarzy podoba mi się bardziej niż Silver, a Wibo Diamond jest najdelikatniejszy z nich. Najbardziej efektowne są jednak nowości z Wibo - Selfie loose shimmer w kolorze różowym, fioletowym i złotym. Dwa pierwsze nie różnią się zbytnio od siebie, fiolet jest odrobinę bardziej chłodny. Nakładane pędzlem wachlarzowym nadają kościom jarzmowym efekt lustra. Zdjęcia, gify i filmiki były na instastory. :P


O Lovely K Lips słyszałam dużo, ale nie jestem zadowolona. Są trwałe, jednak nie nakłada się ich tak przyjemnie, jak reszty matowych pomadek. Swatche były na Instastory i tam też porównałam je do Bell i NYXa - dwa ciemniejsze K Lips to wręcz takie same kolory pomadek, które już mam w kolekcji. Pomada z Wibo jest miękka i plastyczna, bardziej niż Anastasia, ale nie przeszkadza mi to. W zestawie jest mały pędzelek, a z pomady korzysta mi się bardzo łatwo. Przy kasie widziałam, że wiele osób kupowało odcień brązowy, więc wiele z was z pewnością też ją posiada. Na promocji opłaca się też kupować tusze i oczywiście wzięłam na zapas swój ulubiony.


Z rzeczy podkładowych - Fresher Skin i Maybelline Fit me! to dla mnie nowości. Otwarłam tylko Rimmel Fresher Skin i i jestem zadowolona, ale spodziewajcie się szerszej recenzji. Zakupiłam także korektor Maybelline anti age, ale niestety kolor nude jest tak ciemny, że oddałam go rodzicielce. Zamiast tego mam powszechnie lubiany Wake me up od Rimmela z klasycznym aplikatorem. Muszę też pochwalić bronzer Lovely Milky Chocolate za cudowny, chłodny odcień i zapach czekolady.


I gdy już myślałam, że mam wszystko, dostałam jeszcze na urodziny kartę podarunkową do Rossa. Znalazła się więc paletka która kusiła mnie od dawna Maybelline The Blush Nudes i ... znowu rozświetlacze! Tym razem paletka Wibo. Zaopatrzyłam się też w genialną kredkę, którą polecam i pewnie nie zwróciłabym na nią uwagi gdyby nie okoliczności - Miss Sporty Studio Lash 24h.

Tak więc to tyle, zapasy mam, opisałam szybko jakie są wrażenia po pierwszych użyciach i czekam na wasze posty, bo uwielbiam czytać o zakupach :)

piątek, 6 października 2017

NYX, BUILD 'EM UP BROW POWDER - puder do brwi z aplikatorem


Hej! W tym tygodniu dziś właśnie udało mi się znaleźć chwilę przy kawie i to w sumie zupełnie przypadkiem. Ale kosmetyków do zrecenzowania się już trochę uzbierało i nie mogę tego odwlekać wieczność. Dziś o kosmetyku do brwi, który miał być prostszym rozwiązaniem klasycznego pudru. No właśnie...


Masz problem z rzadkimi brwiami? Wypełnij je z Build 'Em Up Powder Brow Filler. Dostępny w ośmiu napigmentowanych odcieniach, superlekki, matowy puder jest doskonały do stworzenia pełnych i naturalnie wyglądających brwi. Podkreśl swoje łuki brwiowe używając spiczastego aplikatora i wypełnij luki szybkimi, skierowanymi ku górze ruchami dla idealnie gładkiego wykończenia.


Puder występuje aż w ośmiu odcieniach, a ja posiadam 'brunette'. I tu należy się chwała i pochwała dla NYX za ilość odcieni, nie ogranicza się jak niektórzy producenci do dwóch lub trzech. Zazwyczaj blondynki mają najciężej znaleźć ładny odcień, ale na szczęście jest ich już coraz więcej. Puder kosztuje 35 zł, a jego gramatura to 1,2 g. Czyli malutko, ale mnie to nie przeszkadza, bo i tak się nie polubiliśmy. W założeniu chciałam coś prostego w użyciu i mocno napigmentowanego, by móc używać przed żelem. I przede wszystkim - puder jest napigmentowany, ale aplikator nabiera go niewiele. Kreski są intensywne tylko przez moment, więc wymagane są krótkie ruchy. Osobiście lubię rysować brwi, czy kreski na powiekach długimi, pewnymi ruchami. Z automatu więc staje się to dla mnie mniej wygodne, bo wypełnienie brwi zabiera więcej czasu. Poza tym - produkt osypuje się. I jest to jego główny minus, wyobraźcie sobie pomalowaną, wykonturowaną twarz i nagle brązowy pyłek na policzkach. Jest to dla mnie bardzo niekomfortowe i dlatego też używam go dość rzadko. Na razie dam sobie spokój z eksperymentami i wrócę do klasycznego pudru. :)

czwartek, 14 września 2017

Benefit, Zestaw Hoola Bronzed 'N' Sculpted + maskara Roller Lash

Hejoszka! Od jakiegoś czasu (Czyi od tygodnia :P) korzystam codziennie z mini-kosmetyków firmy Benefit. Czy się opłaca i jak się sprawdzają? 


Na początku miałam chętkę na zestaw Work kit girl [KLIK] który kosztuje 175 i zawiera w małej kosmetyczce: mini maskarę, mini bazę, mini róż oraz mini tint. Ponieważ wiem jak to bywa z mini-rozmiarami, pofatygowałam się przy okazji szopingu do Sephory zobaczyć, jak to wygląda na żywo. (Kiedyś Sephora wypuściła mini-paletkę Too faced i dziewczyny były zdumione jej wielkością :P) Rozmiary kosmetyków okazały się tak niewielkie, że zrezygnowałam zakupu, ale chęć na Hoola pozostała. 

stick i rozświetlacz

Zestaw na który w końcu się zdecydowałam, to Bronzed 'N' Sculpted [KLIK] który zawiera mini bronzer, mini stick do konturowania i do rozświetlania. A wszystko to w oszałamiającej cenie 95 zł - za 3 miniatury. Mascarę dostałam gratis, więc jej nie wliczam. Uważam, że interes jest nieopłacalny,a ale z drugiej strony wypróbuję legendarne kosmetyki.

Bronzer Hoola: Format podróżny
Nawet w tej mini-wersji znajduje się pędzelek z naturalnego włosia. Korzystam ze swojego, ale fajnie że jest. Bronzer jest matowy i dobrze napigmentowany, ale ciężko nim zrobić sobie krzywdę. Jest kultowy jak Bahama mama - pomimo, że na rynku istnieje dużo tańszych i również dobrych bronzerów, legenda to legenda. :P


Hoola Contour Stick 
Ma cieplejszy odcień niż puder, ale i tak dobrze wtapia się w cerę. Nie polecam natomiast bawić się w nim w konturowanie czoła i nosa, bo wtedy już go dobrze widać, wydaje się bardziej pomarańczowy. Jest bardziej intensywny niż bronzer. Łatwo się rozprowadza i nie tworzy żadnych plam na policzkach. Wersja mini jest śmiesznie krótka, pełnowymiarówka kosztuje 150 zł i szczerze powiedziawszy, za tą cenę wolę 10 sticków z Kobo :P

Rozświetlacz w sztyfcie Whatt's up!
Rozświetlacz w pełnowymiarowej wersji kosztuje 159 i ma gąbkę do rozcierania, czego nie posiada miniaturka. Gąbka nie jest natomiast moim skromnym zdaniem do niczego potrzebna. Rozświetlacz natomiast, w przeciwieństwie do contour sticka jest absolutnie wart swojej ceny - dotyczy to jednak chyba każdego dobrego rozświetlacza. :P Ma naturalny, szampański odcień i rozświetla idealnie - nie jest to subtelny efekt, ale również się nie narzuca blaskiem. Używam go praktycznie codziennie od tygodnia i jestem zadowolona z efektu.


Maskara Roller Lash
Produktem, na którego nie wydałabym nigdy milion monet jest na pewno tusz do rzęs. Po pierwsze, żywotność tuszu jest z reguły krótka bo szybko wysychają, poza tym drogeryjne szafy pełne są porządnych tuszów za grosze. Roller Lash ma szczoteczkę wachlarzową, która przypomina mi Lash sensational. [KLIK] Pięknie podkręca i wydłuża rzęsy. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałam się aż takiego efektu! Natomiast cieszę się, że istnieją testery, bo to tusz nie dla mnie - już po 2h odbija mi się na powiece. Pozostanę przy Maybelline. :)

niedziela, 10 września 2017

Obecna pielęgnacja włosów i produkty, które polecam - Alterra, Biovax, Jantar


Hej! Promocja w Rossmannie dała mi okazję do zaopatrzenia się w produkty, które znam, ale też w takie z którymi nie miałam nigdy do czynienia. Wiem, że wielu z was poleca Alterrę, ale dla mnie był to pierwszy kontakt z tymi kosmetykami i jestem pod wrażeniem!
Oczywiście oprócz produktów, które są na zdjęciu używam także szamponu (różne rodzaje, z reguły Schauma) oraz oleju na noc (oliwa, lub olej z pestek winogron) Czemu tak dokładnie przedstawiam wam, to czego używam? Po wizycie u fryzjera straszyłam spalonymi włosami i dzięki regularnej i nieskomplikowanej pielęgnacji powoli dochodzą do siebie. Warto poświęcić naszym włosom trochę czasu :)


Odżywka, maska i olejek Alterra -  coś pięknego :) Wiem, że większość z was próbowała tych specyfików, więc wiecie, o czym mowa. Odżywka nałożona pod prysznicem niesamowicie wygładza włosy. 
Maskę używam pod odżywce, tak jak Biovax - nakładam na skalp i całą długość, zostawiam na m.in. 20 minut i spłukuję. Włosy absolutnie nie są obciążone, nawet po nałożeniu maski na skórę głowy. Nie działa takich cudów jak Biovax, ale jest w porządku. 
I moje małe i zarazem największe odkrycie - olejek (Glycine Soja Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Coco-Caprylate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Persea Gratissima Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Tocopherol, Parfum, Limonene, Linalool, Geraniol, Citral.) Nie jest to produkt do olejowania włosów - nakłada się po prostu jedną pompkę po umyciu włosów. I jedna pompka całkowicie wystarczy - sprawdziłam. :P Olejek ma dobry skład i świetnie oddziaływuje na włosy. Zawsze unikałam nakładania oleju po myciu - po np. oliwie z oliwek, nawet małej ilości były po prostu tłuste. W tym wypadku mamy pompkę, więc nie można przesadzić. Włosy są bardziej mięsiste i przyjemne w dotyku. Produkt zdecydowanie na plus, na pewno zdecyduję się na drugie opakowanie.


Biovax to dla mnie oczywista oczywistość - w Rossmannie małe opakowania wyparły tubki, z czego jestem bardzo zadowolona. Natomiast w pozostałch drogeriach takich jak Hebe, czy Super Pharm można dostać Biovax w standardowej wielkości. Obydwie maski zostawiam na m.in. 20 minut pod czepkiem i następnie spłukuję. Włosy są gładkie i łatwiej się rozczesują. Bardziej polubił też maskę "minerały i diamenty" - ciekawe, czy tylko moje. :P


I na koniec zostawiam wcierkę, którą Farmona wypuściła w mniejszej butelce. Miałam ją kiedyś i nie pamiętam żeby wywarła na mnie jakieś wrażenie, ale postanowiłam dać jej kolejną szansę. Jeśli po 3 miesiącach nie zauważę obiecanych rezultatów, po prostu ją odłożę. Producent zaopatrzył produkt w pompkę i poleca też stosować wcierkę jako mgiełkę do włosów. Stosuję się do tego i cieszę się, że teraz to produkt 2 w 1. ;)

poniedziałek, 4 września 2017

Creightons professional, the Curl company, krem do loków - Podobno hit, dla mnie kit

Hej! Dziś szybko będzie o produkcie do stylizacji loków w którym pokładałam wielkie nadzieje. Mowa o kremie do loków który można znaleźć w Rossmannie i kosztuje 30 zł (Niestety, kupiłam go przed słynną promocją, więc żal jest tym większy :P) Co mi się w nim podoba, co mniej i dlaczego?


O odżywce przeczytałam u Alina Rose - na pewno znacie blog, a jeśli nie, to zapraszam do lektury. bo obfituje w piękne zdjęcia i jest bogaty z ciekawe wpisy. Przy pierwszej lepszej wizycie w Rossmannie (zapewne po jedzenie dla kota) zaopatrzyłam się w krem i już przy kasie marzyłam i pięknym skręcie. Moje włosy kręcą się jak chcą - raz w jedną, raz w drugą, a czasem w ogóle. A loki z lokówki, czy wałków, nigdy nie przebiją tych naturalnych. Chyba rozumiecie teraz, że marzy mi się fryzura jak u Shakiry, albo u Pani na dole. I żeby nie było - nie wierzę w specyfiki pobudzające skręt, czy też 'aktywatory skrętu' - nasłuchałam się już o nich co nie mała. Jednak próbować co jakiś czas wypada. :)


Pierwsze podejście - na suche włosy. Czyli niezgodnie z instrukcją, ale moje włosy ciężko jest dociążyć. (sic!) Proste jak druty.
Drugie podejście - na mokre włosy. Zero dodatkowego skrętu, natomiast o dziwo były dociążone jak cholera, długo schły (na słońcu!) a w dodatku po wyschnięciu wyglądały tragicznie. Najgorzej! Zwłaszcza, że spędziłam cały dzień w Czechach i musiałam chodzić w koku, bo wyglądałam jak ulizaniec.
Trzecie podejście - pod prysznicem. W końcu posłuchałam instrukcji i grzecznie spłukałam krem. I co? Kompletne nic, zero. Krem zadziałał, jak pospolita odżywka, zostawiłam go na kilka minut na włosach, ale po wyschnięciu były takie, jak zawsze.

Nie poddaję się jednak! - Nawet pisząc ten post, mam krem na włosach i gdzieś tam jeszcze liczę na jakieś efekty. Czy mogę być zła? Nie sądzę - każde włosy są inne i reagują inaczej. Zawiedziona? Jak najbardziej - liczyłam na chociaż znikomy efekt, a mam zwykłą odżywkę która wygładza włosy za 30 pln. O wiele lepsze efekty uzyskałam produktami Alterry - o tym w następnym poście. :) Czy coś zadziała czy nie to loteria, ale czasem warto próbować. 



wtorek, 29 sierpnia 2017

Kiko Milano - pędzle, gąbki i akcesoria i fajny pomysł na prezent:)

Hej, cześć! 
Ostatnio mało tu piszę, chociaż pomysłów na posty przybywa, ale tym razem muszę przyznać, że dodaję wpis zaraz po dostarczeniu paczki przez listonosza - zdjęcia robione na szybko, więc wybaczcie :)
Wpis jest express, bo jeszcze jest szansa na upolowanie w Kiko naprawdę pożytecznych akcesoriów i kosmetyków na promocji. Ciągle czytam wasze wpisy dotyczące Kiko i sama się skusiłam, choć przyznaję że z kosmetykami jeszcze się nie znam. Próbowałam testerów w sklepie stacjonarnym, ale tłumy mnie przerażały. M.in. z tego powodu zdecydowałam się na zakupy online :)


Kosmetyczka z kolekcji mini divas już kiedyś zwróciła moją uwagę, ale postanowiłam poczekać na promocję. :) Przezroczysta, na łańcuszku idealnie rozwiązuje problem kopertówki - pasuje do każdej kreacji. Jest świetna, a w praktyce? Okaże się. :)



Beauty blender - na Kiko dostępne są z tego co widziałam 2 rodzaje kształtów, ja wybrałam ten wcięty, który jednak jak się okazuje lepiej pasuje do kształtu twarzy i jest mimo wszystko  opływowy. Już go wypróbowałam, żeby chociaż napisać wam jak się sprawdza, i jak na razie jest super. Po namoczeniu zwiększa swoją objętość i ładnie rozprowadza podkład.


Rzęsy są cudowne, na Kiko dostępne są również kępki i połówki, ale polecam wam te. Delikatne, ale jednak widoczne - trzymam je na ślub. :)


Pędzle zakupiłam 4, wszystkie ze starej kolekcji Kiko, więc są dostępne za grosze. Jeden, chowany do torebki - przypomina mi pędzle z lat 90. Wybrałam jeszcze pędzel do pudru, różu i oczu - ich nigdy nie jest za wiele.


Neutralna baza pod cienie w tubce - a dostępna jest jeszcze perłowa. Widziałam, że baza ma kremowy kolor, ale nie wiem jeszcze jak sprawdza się na powiekach. Baza to dla mnie must have i używam jej nawet na co dzień. :)


I najważniejszy punkt zamówienia i drugi z powodów, dlaczego zakupy w Kiko robiłam online - możecie zamówić matową szminkę Velvet Passion Matte Lipstick z grawerem - ta usługa dostępna jest tylko online. Z racji zbliżających się urodzin mojej rodzicielki, zamówiłam jej szminkę w pięknym odcieniu mauve. W opcji grawerowania dostępny jest tylko alfabet  łaciński, ale da się pokombinować. Muszę przyznać, że ze strony Kiko jest to strzał w 10, bo przyznam że grawerowałam biżuterię, ale szminki nigdy :)


    I tym sposobem uważam zamówienie z Kiko za bardzo udane - na pewno zdecyduję się na kolejne z większą ilością kolorówki. Jeśli ktoś będzie chętny, podeślę także kod promocyjny na zakupy.  

piątek, 18 sierpnia 2017

Etude house, pink vital water - toner, emulsja, serum, krem 🍑

Hej! Nie wiem czy wiecie, ale mam słabość do zestawów podróżnych do twarzy. To najlepszy sposób na próbowanie nowości niskim kosztem. :) A nie oszukujmy się - kto by się nie skusił na małe, urocze i nawilżające cudeńka?


Zestawy Koreańskich firm kosmetycznych najczęściej kupuję na eBay, gdzie wychodzą śmiesznie tanio. Zazwyczaj takie zestawy są dodawane na stronie oficjalnego producenta jako gratis do zakupów, a na eBay Po prostu się je opycha takim, jak ja :P Jeśli kupujecie na Etude House, na pewno wiecie że co miesiąc są akcje promocyjne i dodawane są różnego rodzaju gratisy. Zestaw pink water na pewno był jednym z nich w którymś miesiącu. A jak się u mnie sprawdza?


Kosmetyki są śmiesznie małe i już były ze mną w wielu miejscach, bo zajmują śmiesznie mało miejsca. Przez czas, kiedy je testowałam, mogę stwierdzić z całą pewnością, że: 
1) nie nadają się na upały oraz 2) najlepiej sprawdzają się aplikowane na noc. I tak, może mieć to związek z tym, że jestem posiadaczką tłustej cery. :) Kosmetyki nakładane jeden po drugim nigdy nie zapchały mi porów i ładnie nawilżały cerę oraz wyrównały koloryt. Próbowałam eksperymentować: Nakładać toner i lotion na dzień, a serum i krem na noc, ale cały zestaw jednak najlepiej sprawdza się aplikowany za jednym razem. Tak już są skonstruowane te Koreańskie kosmetyki - nieważne ile kroków trzeba spełnić, nigdy mnie nie zapchały. Jestem zadowolona z tego zestawu i już szykuję się na kolejny. :)


środa, 19 lipca 2017

Biolaven organic, płyn micelarny w wydaniu z Elle - czym się wyróżnia?

Cześć! Jak trąbiłam wam już wszędzie, nowe wydanie Elle można nabyć z płynem micelarnym Biolaven. Ponieważ czytam Elle, a micel miałam na wyczerpaniu, pomyślałam że jest to świetna okazja do wypróbowania czegoś nowego. 


Oczyszczająco-łagodzący płyn micelarny dokładnie pozwala usunąć nawet wodoodporny makijaż twarzy i oczu. Składniki nawilżające i łagodzące zapobiegają wysuszeniu i koją podrażnioną skórę. Olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, znany jest ze swoich relaksujących właściwości. Po zastosowaniu skóra pozostaje czysta, świeża i dobrze nawilżona.


Muszę przyznać, że płyn micelarny od Biolaven rzeczywiście wyróżnia się na tle innych miceli. Po pierwsze - jest to obecność oleju z pestek winogron. Pierwszy raz spotykam się z obecnością tłustej substancji w micelu. Jest to bardzo fajna sprawa dla osób z suchą cerą. Możecie być pewni, że ten micel na pewno nie wysuszy, a może wręcz nawilżyć waszą cerę. Poza tym, skład jest krótki i rzeczowy. Na końcu znajduje się perfum - jest to kolejna rzecz, z którą wcześniej się nie spotkałam w micelach. Kosmetyk pachnie lawendą, ba - on w ogóle ma zapach! Z reguły ten składnik się ogranicza, ale w tym wypadku ma moje usprawiedliwienie. Ostatnio lubię kiedy kosmetyki pachną, o ile jest to w miarę naturalny zapach. Co do najważniejszego aspektu, działania - nie zmywa makijażu tak dobrze, jak Garnier czy Bioderma. Mam już w jego przypadku wyrobiony sposób postępowania. :D Najpierw zmywam część makijażu micelem, myję twarz żelem i znowu używam płynu micelarnego. Ponieważ płyn niejako pielęgnuje też cerę, szkoda mi go zmywać, a z drugiej strony jednorazowe jego użycie nie wystarczy na zmycie makijażu. (No, chyba że macie super lekki makijaż. :)) 
Zaraz po zakupie przeczytałam opinie na jego temat i muszę powiedzieć, że nie tylko ja jestem zadowolona z kosmetyku, więc jeśli jeszcze macie jakieś opory - możecie je wyrzucić. :) 


wtorek, 11 lipca 2017

Maseczki Montagne Jeunesse 7th heaven - truskawkowy suflet, gorąca czekolada, glinka z olejem arganowym

Hej kochani! Kolorowe maseczki Montagne Jeunesse na pewno są wam znane. Zaopatrzyłam się na promocji w Auchanie w 3 których nie miałam, choć szkoda że nie mieli mojej ulubionej z peelingiem, bo chciałam wam o niej opowiedzieć. Jak sprawdza się reszta?



Argan Oil mud - maseczka, którą użyłam jako pierwszą. Ciekawiło mnie połączenie glinki z olejem arganowym w wydaniu drogeryjnym - sama mieszam glinkę z olejkiem, żeby za szybko nie zaschła na twarzy. Maseczka ma neutralny, jasny kolor. Zasycha szybko i jak to często bywa - ciężko ją domyć. Kiedy to w końcu się uda, ukazuje się gładka i zmatowiona cera.

INCI: Aqua (Purified Water), Kaolin (Natural Clay), Glycerin (Plant Origin), Bentonite (Natural Clay), Magnesium Aluminum Silicate (Natural Clay), Illite (Mediterranean Clay), Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Glucose, Parfum (Fragrance), Xanthan Gum (Natural Thickener), Maris Sal (Dead Sea Salt), Citric Acid (Plant Origin), Rosa Canina (Rosehip) Fruit Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil), Propylene Glycol, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice, Linalool*, Euterpe Oleracea (Acai) Fruit Extract, Potassium Iodide, Sodium Chloride, Sorbitol, Potassium Thioganate, Jasiminum Officinale (Jasmine) Flower Extract, Vanilla Plantifolia (Vanilla) Fruit Extract, Anthemis Nobilis (Chamomile) Flower Extract, Aesculus Hippocastinum (Horsechestnut) Seed Extract, Sodium Benzoate, Lactoperoxidase (Milk Origin), Potassium Sorbate, Glucose Oxidase (Sugar Origin), Sorbic Acid.
https://www.my7thheaven.com/

Strawberry souffle - maseczka również z kategorii glinkowych, ale polecana również do cery suchej. Ma neutralny, jasny kolor i zawiera drobinki imitujące pestki truskawek. (Zdjęcie poniżej) Pachnie baardzo truskawkowo. Zasycha na twarzy nieco dłużej niż poprzednia maseczka, oprócz efektu na skórze daje nam też wrażenie że na twarzy mamy prawdziwe truskawki. :)

INCI: Aqua (Purified water), Bentonite (Natural clay), Glyceryl stearate SE (Plant origin), Stearic acid (Plant origin), Glycol stearate (Plant origin), Glycerin (Plant origin), GIyceryl stearate (plant origin), Coco-glucoside (Plant origin), Prunus persica (Peach) kernel oil, Mica(Natural mineral), PEG-100 stearate (Plant origin), Fragaria ananassa (Strawberry) fruit, Benzyl alcohol, Juglans regia (Walnut) shell powder, Xanthan gum (Plan origin), Parfum (Fragrance), Dehydroacetic acid, Aloe barbadensis (Aloe vera) leaf juice, Maltodextrin (Plant origin), Dried cream (Milk origin), Aroma (Flavor), Vanilla planifolia (Vanilla) fruit extract, Sodium benzoate, Potassium sorbate, Cl 77891 (Titanium dioxide)(Natural pigment), CI 14700 (Red 4)
https://www.my7thheaven.com/

Hot Chocolate Masque jest to maseczka z serii sauna - rozgrzewająca. Wrażenie ciepła na twarzy jest bardzo przyjemne. Spodziewałam się, że będzie trwało tylko chwilę po aplikacji i koniec, ale trwa przez cały czas noszenia jej, ponowne przemasowanie twarzy wzmacnia efekt. Maseczka pachnie sztucznie czekoladowo - zapach jest bardzo wysoko w składzie. Myślę, że po modzie na bezzapachowe kosmetyki, te przyjemnie pachnące znowu wróciły do łask, bo aromaterapia ma ogromne znaczenie. Maseczka nie zastyga na twarzy i miejscami potrafiła mi z niej spływać. Myślę, że na użyciu tej konkretnie maseczki lepiej wyszedł mój zmysł węchu, niż cera. :P

INCI: Propylene glycol, Zeolite (Mineral origin), Illite (Mediterranean clay), Kaolin (Natural clay), Glycerin (Plant origin), Aroma (Flavor) Cetyl hydroxyethylcellulose, Theobroma cacao (Cocoa) fruit powder, Theobroma cacao (Cocoa) seed butter, Citrus aurantium dulcis (Orange) oil, Sucrose (Sugar), Limonene, Parfum (Fragrance), Vanilla planifolia fruit extract, Lecitin (Natural emulsifer), CI 77499 (Iron oxides), CI 77492 (Iron oxides), CI 77491 (Iron oxides) https://www.my7thheaven.com/



maseczka strawberry souffle posiada ciekawą teksturę - małe drobinki imitują pestki truskawki,ale nie działają peelingująco.

wtorek, 27 czerwca 2017

Garnier czysta skóra, płatki oczyszczające na co dzień - produkt wycofany, do którego jednak wróciłam



Mogłabym na palcach jednej ręki wyliczyć produkty które uwielbiałam i które zaraz po moim wyznaniu miłości do nich wycofano. Jednym z nich był szampon z fitokofeiną, który pozostawiony przez kilka minut na włosach szalenie przyspieszał ich porost, kolejną rzeczą są właśnie płatki z Garniera. I jest to bardzo kontrowersyjny kosmetyk - może dlatego wycofano go z Polskich półek? Nie wiem, nie znalazłam żadnych informacji na ten temat, wiem natomiast że poza granicami naszego kraju sprzedaje się dobrze. Czemu uważam go za dobry produkt, i jak się z nim obchodzić żeby nie wyrządzić sobie krzywdy?



Może pamiętacie płatki z lat 2008-2009, kiedy były najbardziej popularne. W niebieskim opakowaniu kryje się 56 płatków, które są ważne 3 miesiące od otwarcia opakowania. Producent zaleca je zwłaszcza na strefę T i obiecuje, że po 5 godzinach pryszcze są zredukowane. Zawierają cynk, eukaliptus i kwas salicylowy, które pozbawiają nas pryszczy. Ja wyczuwam w nich alkohol (drugie miejsce w składzie) oraz nieco eukaliptusa (szesnaste miejsce w składzie) Myślę, że o wiele większe znaczenie niż eukaliptus ma tutaj kwas salicylowy (piąte miejsce w składzie) cynk może już nieco mniej (siódme miejsce) choć, jeśli komuś pomaga maść cynkowa (mnie nie pomaga ani trochę) może mieć to jakieś znaczenie. 



Jak widzicie, skład jak na dzisiejsze czasy i kosmetyk drogeryjny jest bardzo hardkorowy. W poście o kremie manuka z Ziaji  żaliłam się, że producenci unikają wyższych stężeń składników aktywnych i wszystkich rzeczy które potencjalnie mogą zrobić krzywdę, dlatego też płatki z Garniera nazwałam kontrowersyjnymi. Tak naprawdę krzywdę może zrobić każdy kosmetyk jeśli nie używa się go zgodnie z zaleceniami, soł. Choćby takie rzeczy jak używanie matującego podkładu do cery suchej, czy nakładanie odżywki do rzęs na dolne rzęsy. I już tworzy się negatywna opinia i niesmak do marki. Dlatego sądzę cały czas, że nasze drogeryjne kosmetyki są zazwyczaj kija warte i z chęcią sięgam po linie 'pro'. :) Mnie płatków też zdarzyło się używać niezgodnie z zastosowaniem. 



Płatki w wieku nastoletnim genialnie radziły sobie z moimi pryszczami. Alkohol w składzie i reszta pomocnych składników pomogła mi bardziej, niż wyrządziła krzywdę. Mam tłustą skórę, jedynie linie bruzdowo-wargowe mam suche. I właśnie stosując płatki nie na tłuste strefy, ale na całą twarz przesuszyłam sobie te okolice. Pamiętam, że mając te 15 lat płakałam, bo miałam zaczerwienioną skórę i nie chciałam iść przez to do szkoły. XD (sic!) Płatki też nie zachęcają zapachem - dobitnie wyczuwalny jest alkohol trochę przytłumiony nieco przez eukaliptus. Grunt jednak to działanie. Z ropnymi zmianami radzą sobie fenomenalnie. Jednak, jak łatwo się domyślić - raczej nie należy och nadużywać. Alkohol wysusza oprócz pryszczy także naszą cerę. Można więc także używać ich punktowo. Ja jednak nie ograniczam się tylko do twarzy - przejeżdżam nimi także po plecach, jeśli mam taką potrzebę. Pomimo, że teraz nie mam znacznych problemów z cerą, cieszę się że udało mi się dorwać płatki w tk maxx, zawsze się przydadzą. Miałam przez kilka lat do nich ogromny sentyment i chciałam je zamówić przez Amazon, dlatego możecie wyobrazić sobie jak się ucieszyłam widząc je na półce. Polecam je wszystkim z ekstremalnymi problemami skórnymi, a zwłaszcza nastolatkom. Nie nadużywając ich i stosując tylko w problematyczne miejsca, wyleczą je nie robiąc szkód cerze.

środa, 21 czerwca 2017

Trochę o Bourjois: korektor, puder, podkład Healthy mix, podkład 123 perfect, porównanie fluidów :)

Właśnie skończyła się promocja w Hebe -40% na kosmetyki Bourjois, (dawałam info wszędzie, gdzie się da :P) Wszyscy wiemy, że Bourjois i Revlon w drogeriach stacjonarnych mają bardzo zawyżone ceny, i na przecenie ceny są takie same, jak w drogeriach internetowych. Ale ponieważ 'promocja' zawsze kusi a mnie skończyło się wszystko na raz, postanowiłam wypróbować kilka nowych rzeczy. 


Puder Healthy mix - Jest to już moje drugie opakowanie, więc wyjątkowo żadna to nowość. Wspominałam o nim w TYM poście, który był poświęcony kilku nowościom. Ponieważ jedno opakowanie mam już za sobą, mogę z czystym sumieniem i szczerze podsumować ten produkt.
 Najjaśniejszy odcień - 52 vanilla ma żółtawy ton (jak wszystkie kosmetyki Bourjois :P), jednak nie jest na tyle kryjący, by zrobić krzywdę komuś blademu (mnie!)
 Opakowanie - bardzo płaskie, bardzo pasujące do przenośnej kosmetyczki, w torebce zabiera tyle miejsca, co nic. Idealne wręcz do kopertówki. Na stronie (albo też tumblrze) producenta piszą o puszku w pudrze, którego nie m, ale może kiedyś był. (?) Więc pomimo, że puder jest zgrabny, i tak należy zabrać do niego pędzel - polecam mały kabuki.
 Puder szybko się zużywa - niestety, małe opakowanie to nie same zalety. Szybko widać dno.
 Moim zdaniem jest bardzo uniwersalny, ponieważ nie jest to typowo matujący puder. Będzie pasował to osób z cerą normalną, suchą, jeśli mają konieczność utrwalenia makijażu oraz dla osób z cerą tłustą, które nie wymagają wielkiego matu. Ta niezbyt matująca formuła utrwala na mojej twarzy matujący fluid i pozwala na poprawki w ciągu dnia bez strachu o zapchane pory.


Korektor Healthy mix w przeciwieństwie do pudru, jest dla mnie całkowitą nowością. Wygląda jak mini wersja podkładu Healthy mix. Na Polskiej i Angielskiej, a nawet Chińskiej stronie nie znalazłam wzmianki o tym korektorze, za to na Francuskiej i Koreańskiej tak, korektor Helathy mix jest tam oznaczony jako nowość. (Swoją drogą, czy tylko ja uważam, że Polska strona - na tumblrze jest najbrzysza? :P)
 Korektor ma takie samo kwadratowe opakowanie i aplikator, jak matowe szminki w płynie.
 Najjaśniejszy odcień - 51 light ma żółte tony.
 Przy aplikacji trzeba bardzo uważać na granice rozcierania, ponieważ korektor oksyduje na żółto i nałożony w nadmiarze może wyglądać pod oczami jak żółte placki. 
 Dobrze trzyma się cały dzień
 Ma średnie krycie 
 Korektor należy nakładać w niewielkich ilościach, czego nie ułatwia nam aplikator. W nadmiarze będzie zbierał się w załamaniach skóry.
Mam co do niego mieszane uczucia. Jest to produkt po którym nie wiedziałam czego się spodziewać. Miałam nadzieję, że nie będzie się utleniał tak jak każdy podkład Bourjois. Uważam go za przeciętny produkt.


Fluid 123 perfect to jeden z bardziej popularnych podkładów marki, zaraz obok Helthy mix. Jeśli miałabym go opisać, najprościej byłoby: matujący, średnio kryjący, średnio pasujący do mojego odcienia cery. Ale to akurat był bardzo świadomy zakup na moje własne ryzyko. Pisałam tutaj o fludzie Air matt - matujący, kryjący, bardzo oksyduje na żółto. Mam wrażenie, że 123 perfect to po prostu taka jego lżejsza wersja. Mam neutralny odcień cery który nie ma mocnych różowych ani żółtych tonów i zdaję sobie sprawę, że podkłady Bourjois są żółte. Nie mniej, zakupiłam podkład 123 perfect z czystej ciekawości, pełna nadziei że nie będzie się utleniał jak Air matt. Nic z tego. Wiem, że żółte tony są teraz pożądane, ale u mnie wyglądają po prostu źle. Pewnego razu bardzo odcinał się od szyi, nałożony na szyję wyglądał jeszcze gorzej. Myślę, że testowanie podkładów Bourjois powinno wymagać nie tyle samej aplikacji, co jeszcze odczekania pewnego czasu na jego ewentualne utlenienie się.
 Fluid jest zamknięty w szklanym, okrągłym opakowaniu z pompką - zwykła, klasyczna buteleczka.
 Oksyduje w żółte tony 
 Jest średnio kryjący, można stopniować krycie - u mnie dwie pompki to napad żółtaczki.
 Trzyma się elegancko cery przez cały dzień. 
 Ma matowe wykończenie, ale w ciągu dnia wymaga pudrowania, jeśli ktoś chce utrzymać mat.
 Dla mnie podkład 123 perfect  to coś pomiędzy kremem CC 123 perfect, a podkładem Air matt. Niestety ma więcej wspólnego z Air Matt - zapach, trudności w nałożeniu pędzlem, drastyczna zmiana koloru na skórze. Miałam nadzieję, że będzie bliższy CC cream 123 perfect, który ładnie pachniał i nie zmieniał tonacji.
 Najlepiej aplikuje mi się go palcami lub gąbką, pędzlem tworzą się smugi i aplikacja zabiera dużo czasu.

Podkład Healthy mix - Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych produktów marki. Przetestowałam w życiu większość podkładów Bourjois i mam niezłe porównanie w temacie, jednak wiem że jego recenzji w Internetach jest od zatrzęsienia. Będzie więc krótko :)
 Podkład zamknięty jest w charakterystycznej, kwadratowej butelce z czerwoną pompką.
 Ma średnie krycie, które oczywiście można stopniować.
 Jest rozświetlający, więc domyślnie przeznaczony do cer suchych i normalnych, Jednak u mnie (cera tłusta) zaraz po nałożeniu nie jest ani świetlisty, ani matowy. Powiedziałabym, że na twarzy wygląda bardzo naturalnie.
 Pachnie dosyć intensywnie, ale nie jest to nieprzyjemny zapach jak w przypadku podkładów matujących.
 Bardzo lubi go moja rodzicielka, którą charakteryzuje cera sucha, u mnie jako lekki podkład na lato z pudrem też daje radę.

A jeśli już jesteśmy przy Bourjois, myślę ostatnio nad czekoladowym bronzerem, ukazał się w wakacyjnej, nowej wersji. Ktoś ma, poleca?

}