środa, 19 lipca 2017

Biolaven organic, płyn micelarny w wydaniu z Elle - czym się wyróżnia?

Cześć! Jak trąbiłam wam już wszędzie, nowe wydanie Elle można nabyć z płynem micelarnym Biolaven. Ponieważ czytam Elle, a micel miałam na wyczerpaniu, pomyślałam że jest to świetna okazja do wypróbowania czegoś nowego. 


Oczyszczająco-łagodzący płyn micelarny dokładnie pozwala usunąć nawet wodoodporny makijaż twarzy i oczu. Składniki nawilżające i łagodzące zapobiegają wysuszeniu i koją podrażnioną skórę. Olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, znany jest ze swoich relaksujących właściwości. Po zastosowaniu skóra pozostaje czysta, świeża i dobrze nawilżona.


Muszę przyznać, że płyn micelarny od Biolaven rzeczywiście wyróżnia się na tle innych miceli. Po pierwsze - jest to obecność oleju z pestek winogron. Pierwszy raz spotykam się z obecnością tłustej substancji w micelu. Jest to bardzo fajna sprawa dla osób z suchą cerą. Możecie być pewni, że ten micel na pewno nie wysuszy, a może wręcz nawilżyć waszą cerę. Poza tym, skład jest krótki i rzeczowy. Na końcu znajduje się perfum - jest to kolejna rzecz, z którą wcześniej się nie spotkałam w micelach. Kosmetyk pachnie lawendą, ba - on w ogóle ma zapach! Z reguły ten składnik się ogranicza, ale w tym wypadku ma moje usprawiedliwienie. Ostatnio lubię kiedy kosmetyki pachną, o ile jest to w miarę naturalny zapach. Co do najważniejszego aspektu, działania - nie zmywa makijażu tak dobrze, jak Garnier czy Bioderma. Mam już w jego przypadku wyrobiony sposób postępowania. :D Najpierw zmywam część makijażu micelem, myję twarz żelem i znowu używam płynu micelarnego. Ponieważ płyn niejako pielęgnuje też cerę, szkoda mi go zmywać, a z drugiej strony jednorazowe jego użycie nie wystarczy na zmycie makijażu. (No, chyba że macie super lekki makijaż. :)) 
Zaraz po zakupie przeczytałam opinie na jego temat i muszę powiedzieć, że nie tylko ja jestem zadowolona z kosmetyku, więc jeśli jeszcze macie jakieś opory - możecie je wyrzucić. :) 


wtorek, 11 lipca 2017

Maseczki Montagne Jeunesse 7th heaven - truskawkowy suflet, gorąca czekolada, glinka z olejem arganowym

Hej kochani! Kolorowe maseczki Montagne Jeunesse na pewno są wam znane. Zaopatrzyłam się na promocji w Auchanie w 3 których nie miałam, choć szkoda że nie mieli mojej ulubionej z peelingiem, bo chciałam wam o niej opowiedzieć. Jak sprawdza się reszta?



Argan Oil mud - maseczka, którą użyłam jako pierwszą. Ciekawiło mnie połączenie glinki z olejem arganowym w wydaniu drogeryjnym - sama mieszam glinkę z olejkiem, żeby za szybko nie zaschła na twarzy. Maseczka ma neutralny, jasny kolor. Zasycha szybko i jak to często bywa - ciężko ją domyć. Kiedy to w końcu się uda, ukazuje się gładka i zmatowiona cera.

INCI: Aqua (Purified Water), Kaolin (Natural Clay), Glycerin (Plant Origin), Bentonite (Natural Clay), Magnesium Aluminum Silicate (Natural Clay), Illite (Mediterranean Clay), Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Glucose, Parfum (Fragrance), Xanthan Gum (Natural Thickener), Maris Sal (Dead Sea Salt), Citric Acid (Plant Origin), Rosa Canina (Rosehip) Fruit Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil), Propylene Glycol, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice, Linalool*, Euterpe Oleracea (Acai) Fruit Extract, Potassium Iodide, Sodium Chloride, Sorbitol, Potassium Thioganate, Jasiminum Officinale (Jasmine) Flower Extract, Vanilla Plantifolia (Vanilla) Fruit Extract, Anthemis Nobilis (Chamomile) Flower Extract, Aesculus Hippocastinum (Horsechestnut) Seed Extract, Sodium Benzoate, Lactoperoxidase (Milk Origin), Potassium Sorbate, Glucose Oxidase (Sugar Origin), Sorbic Acid.
https://www.my7thheaven.com/

Strawberry souffle - maseczka również z kategorii glinkowych, ale polecana również do cery suchej. Ma neutralny, jasny kolor i zawiera drobinki imitujące pestki truskawek. (Zdjęcie poniżej) Pachnie baardzo truskawkowo. Zasycha na twarzy nieco dłużej niż poprzednia maseczka, oprócz efektu na skórze daje nam też wrażenie że na twarzy mamy prawdziwe truskawki. :)

INCI: Aqua (Purified water), Bentonite (Natural clay), Glyceryl stearate SE (Plant origin), Stearic acid (Plant origin), Glycol stearate (Plant origin), Glycerin (Plant origin), GIyceryl stearate (plant origin), Coco-glucoside (Plant origin), Prunus persica (Peach) kernel oil, Mica(Natural mineral), PEG-100 stearate (Plant origin), Fragaria ananassa (Strawberry) fruit, Benzyl alcohol, Juglans regia (Walnut) shell powder, Xanthan gum (Plan origin), Parfum (Fragrance), Dehydroacetic acid, Aloe barbadensis (Aloe vera) leaf juice, Maltodextrin (Plant origin), Dried cream (Milk origin), Aroma (Flavor), Vanilla planifolia (Vanilla) fruit extract, Sodium benzoate, Potassium sorbate, Cl 77891 (Titanium dioxide)(Natural pigment), CI 14700 (Red 4)
https://www.my7thheaven.com/

Hot Chocolate Masque jest to maseczka z serii sauna - rozgrzewająca. Wrażenie ciepła na twarzy jest bardzo przyjemne. Spodziewałam się, że będzie trwało tylko chwilę po aplikacji i koniec, ale trwa przez cały czas noszenia jej, ponowne przemasowanie twarzy wzmacnia efekt. Maseczka pachnie sztucznie czekoladowo - zapach jest bardzo wysoko w składzie. Myślę, że po modzie na bezzapachowe kosmetyki, te przyjemnie pachnące znowu wróciły do łask, bo aromaterapia ma ogromne znaczenie. Maseczka nie zastyga na twarzy i miejscami potrafiła mi z niej spływać. Myślę, że na użyciu tej konkretnie maseczki lepiej wyszedł mój zmysł węchu, niż cera. :P

INCI: Propylene glycol, Zeolite (Mineral origin), Illite (Mediterranean clay), Kaolin (Natural clay), Glycerin (Plant origin), Aroma (Flavor) Cetyl hydroxyethylcellulose, Theobroma cacao (Cocoa) fruit powder, Theobroma cacao (Cocoa) seed butter, Citrus aurantium dulcis (Orange) oil, Sucrose (Sugar), Limonene, Parfum (Fragrance), Vanilla planifolia fruit extract, Lecitin (Natural emulsifer), CI 77499 (Iron oxides), CI 77492 (Iron oxides), CI 77491 (Iron oxides) https://www.my7thheaven.com/



maseczka strawberry souffle posiada ciekawą teksturę - małe drobinki imitują pestki truskawki,ale nie działają peelingująco.

wtorek, 27 czerwca 2017

Garnier czysta skóra, płatki oczyszczające na co dzień - produkt wycofany, do którego jednak wróciłam



Mogłabym na palcach jednej ręki wyliczyć produkty które uwielbiałam i które zaraz po moim wyznaniu miłości do nich wycofano. Jednym z nich był szampon z fitokofeiną, który pozostawiony przez kilka minut na włosach szalenie przyspieszał ich porost, kolejną rzeczą są właśnie płatki z Garniera. I jest to bardzo kontrowersyjny kosmetyk - może dlatego wycofano go z Polskich półek? Nie wiem, nie znalazłam żadnych informacji na ten temat, wiem natomiast że poza granicami naszego kraju sprzedaje się dobrze. Czemu uważam go za dobry produkt, i jak się z nim obchodzić żeby nie wyrządzić sobie krzywdy?



Może pamiętacie płatki z lat 2008-2009, kiedy były najbardziej popularne. W niebieskim opakowaniu kryje się 56 płatków, które są ważne 3 miesiące od otwarcia opakowania. Producent zaleca je zwłaszcza na strefę T i obiecuje, że po 5 godzinach pryszcze są zredukowane. Zawierają cynk, eukaliptus i kwas salicylowy, które pozbawiają nas pryszczy. Ja wyczuwam w nich alkohol (drugie miejsce w składzie) oraz nieco eukaliptusa (szesnaste miejsce w składzie) Myślę, że o wiele większe znaczenie niż eukaliptus ma tutaj kwas salicylowy (piąte miejsce w składzie) cynk może już nieco mniej (siódme miejsce) choć, jeśli komuś pomaga maść cynkowa (mnie nie pomaga ani trochę) może mieć to jakieś znaczenie. 



Jak widzicie, skład jak na dzisiejsze czasy i kosmetyk drogeryjny jest bardzo hardkorowy. W poście o kremie manuka z Ziaji  żaliłam się, że producenci unikają wyższych stężeń składników aktywnych i wszystkich rzeczy które potencjalnie mogą zrobić krzywdę, dlatego też płatki z Garniera nazwałam kontrowersyjnymi. Tak naprawdę krzywdę może zrobić każdy kosmetyk jeśli nie używa się go zgodnie z zaleceniami, soł. Choćby takie rzeczy jak używanie matującego podkładu do cery suchej, czy nakładanie odżywki do rzęs na dolne rzęsy. I już tworzy się negatywna opinia i niesmak do marki. Dlatego sądzę cały czas, że nasze drogeryjne kosmetyki są zazwyczaj kija warte i z chęcią sięgam po linie 'pro'. :) Mnie płatków też zdarzyło się używać niezgodnie z zastosowaniem. 



Płatki w wieku nastoletnim genialnie radziły sobie z moimi pryszczami. Alkohol w składzie i reszta pomocnych składników pomogła mi bardziej, niż wyrządziła krzywdę. Mam tłustą skórę, jedynie linie bruzdowo-wargowe mam suche. I właśnie stosując płatki nie na tłuste strefy, ale na całą twarz przesuszyłam sobie te okolice. Pamiętam, że mając te 15 lat płakałam, bo miałam zaczerwienioną skórę i nie chciałam iść przez to do szkoły. XD (sic!) Płatki też nie zachęcają zapachem - dobitnie wyczuwalny jest alkohol trochę przytłumiony nieco przez eukaliptus. Grunt jednak to działanie. Z ropnymi zmianami radzą sobie fenomenalnie. Jednak, jak łatwo się domyślić - raczej nie należy och nadużywać. Alkohol wysusza oprócz pryszczy także naszą cerę. Można więc także używać ich punktowo. Ja jednak nie ograniczam się tylko do twarzy - przejeżdżam nimi także po plecach, jeśli mam taką potrzebę. Pomimo, że teraz nie mam znacznych problemów z cerą, cieszę się że udało mi się dorwać płatki w tk maxx, zawsze się przydadzą. Miałam przez kilka lat do nich ogromny sentyment i chciałam je zamówić przez Amazon, dlatego możecie wyobrazić sobie jak się ucieszyłam widząc je na półce. Polecam je wszystkim z ekstremalnymi problemami skórnymi, a zwłaszcza nastolatkom. Nie nadużywając ich i stosując tylko w problematyczne miejsca, wyleczą je nie robiąc szkód cerze.

środa, 21 czerwca 2017

Trochę o Bourjois: korektor, puder, podkład Healthy mix, podkład 123 perfect, porównanie fluidów :)

Właśnie skończyła się promocja w Hebe -40% na kosmetyki Bourjois, (dawałam info wszędzie, gdzie się da :P) Wszyscy wiemy, że Bourjois i Revlon w drogeriach stacjonarnych mają bardzo zawyżone ceny, i na przecenie ceny są takie same, jak w drogeriach internetowych. Ale ponieważ 'promocja' zawsze kusi a mnie skończyło się wszystko na raz, postanowiłam wypróbować kilka nowych rzeczy. 


Puder Healthy mix - Jest to już moje drugie opakowanie, więc wyjątkowo żadna to nowość. Wspominałam o nim w TYM poście, który był poświęcony kilku nowościom. Ponieważ jedno opakowanie mam już za sobą, mogę z czystym sumieniem i szczerze podsumować ten produkt.
 Najjaśniejszy odcień - 52 vanilla ma żółtawy ton (jak wszystkie kosmetyki Bourjois :P), jednak nie jest na tyle kryjący, by zrobić krzywdę komuś blademu (mnie!)
 Opakowanie - bardzo płaskie, bardzo pasujące do przenośnej kosmetyczki, w torebce zabiera tyle miejsca, co nic. Idealne wręcz do kopertówki. Na stronie (albo też tumblrze) producenta piszą o puszku w pudrze, którego nie m, ale może kiedyś był. (?) Więc pomimo, że puder jest zgrabny, i tak należy zabrać do niego pędzel - polecam mały kabuki.
 Puder szybko się zużywa - niestety, małe opakowanie to nie same zalety. Szybko widać dno.
 Moim zdaniem jest bardzo uniwersalny, ponieważ nie jest to typowo matujący puder. Będzie pasował to osób z cerą normalną, suchą, jeśli mają konieczność utrwalenia makijażu oraz dla osób z cerą tłustą, które nie wymagają wielkiego matu. Ta niezbyt matująca formuła utrwala na mojej twarzy matujący fluid i pozwala na poprawki w ciągu dnia bez strachu o zapchane pory.


Korektor Healthy mix w przeciwieństwie do pudru, jest dla mnie całkowitą nowością. Wygląda jak mini wersja podkładu Healthy mix. Na Polskiej i Angielskiej, a nawet Chińskiej stronie nie znalazłam wzmianki o tym korektorze, za to na Francuskiej i Koreańskiej tak, korektor Helathy mix jest tam oznaczony jako nowość. (Swoją drogą, czy tylko ja uważam, że Polska strona - na tumblrze jest najbrzysza? :P)
 Korektor ma takie samo kwadratowe opakowanie i aplikator, jak matowe szminki w płynie.
 Najjaśniejszy odcień - 51 light ma żółte tony.
 Przy aplikacji trzeba bardzo uważać na granice rozcierania, ponieważ korektor oksyduje na żółto i nałożony w nadmiarze może wyglądać pod oczami jak żółte placki. 
 Dobrze trzyma się cały dzień
 Ma średnie krycie 
 Korektor należy nakładać w niewielkich ilościach, czego nie ułatwia nam aplikator. W nadmiarze będzie zbierał się w załamaniach skóry.
Mam co do niego mieszane uczucia. Jest to produkt po którym nie wiedziałam czego się spodziewać. Miałam nadzieję, że nie będzie się utleniał tak jak każdy podkład Bourjois. Uważam go za przeciętny produkt.


Fluid 123 perfect to jeden z bardziej popularnych podkładów marki, zaraz obok Helthy mix. Jeśli miałabym go opisać, najprościej byłoby: matujący, średnio kryjący, średnio pasujący do mojego odcienia cery. Ale to akurat był bardzo świadomy zakup na moje własne ryzyko. Pisałam tutaj o fludzie Air matt - matujący, kryjący, bardzo oksyduje na żółto. Mam wrażenie, że 123 perfect to po prostu taka jego lżejsza wersja. Mam neutralny odcień cery który nie ma mocnych różowych ani żółtych tonów i zdaję sobie sprawę, że podkłady Bourjois są żółte. Nie mniej, zakupiłam podkład 123 perfect z czystej ciekawości, pełna nadziei że nie będzie się utleniał jak Air matt. Nic z tego. Wiem, że żółte tony są teraz pożądane, ale u mnie wyglądają po prostu źle. Pewnego razu bardzo odcinał się od szyi, nałożony na szyję wyglądał jeszcze gorzej. Myślę, że testowanie podkładów Bourjois powinno wymagać nie tyle samej aplikacji, co jeszcze odczekania pewnego czasu na jego ewentualne utlenienie się.
 Fluid jest zamknięty w szklanym, okrągłym opakowaniu z pompką - zwykła, klasyczna buteleczka.
 Oksyduje w żółte tony 
 Jest średnio kryjący, można stopniować krycie - u mnie dwie pompki to napad żółtaczki.
 Trzyma się elegancko cery przez cały dzień. 
 Ma matowe wykończenie, ale w ciągu dnia wymaga pudrowania, jeśli ktoś chce utrzymać mat.
 Dla mnie podkład 123 perfect  to coś pomiędzy kremem CC 123 perfect, a podkładem Air matt. Niestety ma więcej wspólnego z Air Matt - zapach, trudności w nałożeniu pędzlem, drastyczna zmiana koloru na skórze. Miałam nadzieję, że będzie bliższy CC cream 123 perfect, który ładnie pachniał i nie zmieniał tonacji.
 Najlepiej aplikuje mi się go palcami lub gąbką, pędzlem tworzą się smugi i aplikacja zabiera dużo czasu.

Podkład Healthy mix - Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych produktów marki. Przetestowałam w życiu większość podkładów Bourjois i mam niezłe porównanie w temacie, jednak wiem że jego recenzji w Internetach jest od zatrzęsienia. Będzie więc krótko :)
 Podkład zamknięty jest w charakterystycznej, kwadratowej butelce z czerwoną pompką.
 Ma średnie krycie, które oczywiście można stopniować.
 Jest rozświetlający, więc domyślnie przeznaczony do cer suchych i normalnych, Jednak u mnie (cera tłusta) zaraz po nałożeniu nie jest ani świetlisty, ani matowy. Powiedziałabym, że na twarzy wygląda bardzo naturalnie.
 Pachnie dosyć intensywnie, ale nie jest to nieprzyjemny zapach jak w przypadku podkładów matujących.
 Bardzo lubi go moja rodzicielka, którą charakteryzuje cera sucha, u mnie jako lekki podkład na lato z pudrem też daje radę.

A jeśli już jesteśmy przy Bourjois, myślę ostatnio nad czekoladowym bronzerem, ukazał się w wakacyjnej, nowej wersji. Ktoś ma, poleca?

sobota, 10 czerwca 2017

Tangle angel - wspaniała szczotka, ale do wyrzucenia?

Hej! Dziś chciałam podzielić się z wami tym, co zauważyłam na swojej szczotce 3 miesiące temu. O szczotce pisałam tu - KLIK w listopadzie. W skrócie - szczotka podobna do tangle teezera, ale z rączką i o bardziej specyficznym kształcie. Jest po prostu ładna, więc ciężko przejść obok niej obojętnie. Co zmieniło się od czasu ostatniego wpisu?


Około 3 miesięcy temu moje włosy zaczęły wyglądać i zachowywać się po prostu źle. Były matowe, trudne do ułożenia. Końcówki wymagały natychmiastowej interwencji w postaci nożyczek i włosy ciężko się rozczesywały. Zainwestowałam w ziołową i bardziej naturalną pielęgnację, więcej odżywek, masek, płukanek i olejków. Wszystko na nic. Nie przyszło mi do głowy, żeby przyjrzeć się szczotce, i szczerze powiedziawszy przypadkiem, usuwając z niej włosy zauważyłam, że szczotka po prostu... kruszy się. Wygląda to jak widzicie bardzo nieciekawie i niezachęcająco. :P Od razu zaczęłam szukać na dnie szuflad starych szczotek. Tangle teezery już wyrzuciłam, bo miały prawo się 'zużyć' po ok. 2 latach, ale znalazłam jeszcze stare, dobre d-meli-melo. Różnica po przejściu z tangle angel na d-meli-melo była niesamowita. Włosy rozczesane w mig i gładkie, niepuszące się. Czy mam prawo wściekać się z powodu tej szczotki? Myślę, że tak. 


W 4 miesiące od zakupu szczotka zaczęła się niszczyć w bardzo niespodziewany sposób. Kawałki plastiku które odchodziły od ząbków powodowały mikrouszkodzenia w moich włosach, co odbijało się na ich kondycji. Zdaję sobie sprawę, że szczotka to tylko przedmiot martwy i ma prawo się zepsuć, ale 4 miesiące to zbyt krótki okres czasu. Tangle teezery miałam długo i nie przypominam sobie takich problemów z nimi. Ten post zmienia poprzednią recenzję o milion stopni. Szkoda tylko, że zauważyłam kilka centymetrów ściętych włosów później, że ze szczotką dzieje się coś dziwnego. 

czwartek, 8 czerwca 2017

Jak dobrać podkład do potrzeb cery i swoich oczekiwań?

Cześć! Wiem, że wiele osób ma problem z dobraniem podkładu - myślę, że nie potrzebnie. Poniżej zapiszę kilka pytań, które zawsze zadawałam klientkom i kilka moich osobistych sugestii. Do dzieła!


1. Pierwsza zasada, która właściwie nie jest zasadą, a wcześniej wspomnianą sugestią - nie kupuj podkładu tylko dlatego, że jest tani i nie kupuj podkładu tylko dlatego, że sprawdził się twojej koleżance.

2. Na pewno wiesz, czy twoja skóra idzie w kierunku suchej, czy bardziej tłustej. Jeśli masz normalną cerę, możesz pozwolić sobie na więcej, i aplikować zimą bardziej kremowe, a latem matujące podkłady. Wykończenie podkładu można zmienić pudrem, ale najczęściej nie jest to długotrwały efekt.

3. Zastanów się, jaki sposób aplikacji najbardziej lubisz. Czy przyzwyczaiłaś się do pędzla? Beauty blendera, czy może zawsze nakładasz podkład palcami? Ma to ogromne znaczenie jeśli chodzi o jego konsystencję i wykończenie - każdemu fluidowi pasować może inny sposób aplikacji.

4. Czy zależy ci na dużym kryciu, czy raczej na wyrównaniu kolorytu? Jeśli na tym drugim, nie masz co katować cery grubą warstwą. Każda szanująca się firma kosmetyczna ma w swoim asortymencie fluidy o różnym stopniu krycia oraz wykończeniu. Warto też zastanowić się nad kremami tonującymi, czy kremami CC.

5. Rzecz, o której nie trzeba chyba mówić, bo wybieramy to zawsze świadomie - opakowanie. Pipeta, tubka, szpatułka, cushion czy pompka? Jeśli nie jesteś przekonana do konkretnego opakowania, przeczytaj recenzje na temat podkładu. Masz obawy przed pipetą, bo boisz się, że będzie się rozlewał na wszystkie strony? Przeczytaj opinie innych. Szkoda jeśli miałabyś zrezygnować z dobrego podkładu, bo zniechęca się opakowanie. (Sama nie kupuję podkładów bez pompki, np MAC czy dawniej Revlon, moim zdaniem to już jest przesada :P)

6. Czy zależy ci na filtrach spf i składnikach aktywnych w podkładzie? Zawsze lepiej jeśli są, ale podkład to kosmetyk kolorowy, a nie pielęgnacyjny i zawsze należy nakładać go na wcześniej przygotowaną (kremem, serum) cerę.

7. Odcień jest bardzo ważny, ale zorientuj się też, czy podkład który chcesz wybrać nie ma skłonności do oksydowania i nie ściemnieje na twojej twarzy o cały ton podczas dnia. Weź również pod uwagę przed zakupem, czy masz zamiar się opalać.

8. Oczywiście podkładu nie wypróbujesz inaczej, niż na swojej twarzy. Jeśli sklep jest na poziomie i sprzedawca w porządku, zaproponuje ci próbki. Nie wahaj się też o nie pytać. Możesz testować fluid w sklepie, ale pamiętaj że efekt będzie inny niż w świetle dziennym. Jeśli masz możliwość, możesz wyjść na chwilę ze sklepu na dwór i zobaczyć twarz w lusterku.


Podsumowując wszystkie czynniki, warto wziąć pod uwagę (lub pytać sprzedawcę) o: stopień krycia, wykończenie, konsystencję i oczywiście odcień. Jeśli sprzedawca sam zalewa was masą pytań, podchodźcie do tego spokojnie, warto poświęcić kilka chwil. W/w czynniki są raczej proste do ogarnięcia, więcej energii poświęcicie na dobranie koloru. Warto pamiętać, że 'kość słoniowa' np. w Rimmelu, nie będzie się miała nijak do 'kości słoniowej' np. w Inglocie. Jeśli nie wiecie, czy wasza cera idzie bardziej w kierunku chłodnym, ciepłym, czy neutralnym, warto zwrócić się o pomoc i po prostu próbować i testować, ile się da.

Jak ja dobieram podkład?
U mnie nie ma z tym większych trudności - mam neutralny, bardzo jasny odcień cery,  i niestety pH, które wpływa na to że podkłady u mnie szybko ciemnieją. Lubię wysokie krycie i fluidy matowe, ale nie jest to sztywna zasada. Większość się dobrze sprawdza, wyjątkiem jest Bourjois Air Matt o którym już pisałam - jest zbyt żółty, więc noszę go na wyjścia, gdzie wiem że w sztucznym świetle i na zdjęciach będzie wyglądał w porządku. Natomiast na co dzień raczej unikam noszenia podkładów, więc nie wiem czy popularny ostatnio Catrice zapchałby mi pory. (A było o tym głośno!) Jeśli nie macie jeszcze ulubionego podkładu, mam nadzieję że chociaż w małym stopniu ta instrukcja się przyda. Nawet jeśli te punkty są oczywiste, warto przed zakupem przeanalizować je na spokojnie. :)


wtorek, 9 maja 2017

Ava, serum z morskim kolagenem "aktywator mlodości"

Marka 'Ava' kojarzy mi się przede wszystkim z Polskimi, tanimi kosmetykami. Na pewno produkty tej firmy są dostępne stacjonarnie w Hebe, gdzie zaproponowano mi to serum, za jakąś niewielką kwotę. Mając do wyboru 3 rodzaje, skusiłam się na to z kolagenem. Co o nim wiadomo z opakowania? 



Kolagen to jeden z najważniejszych składników odmładzających skórę. Jego ubytek powoduje powstawanie zmarszczek i szybsze starzenie się. Peptan®Collagen Peptide - hydrolizowany kolagen morski jest w 100 % naturalnym składnikiem który, zawiera 18 aminokwasów potrzebnych do syntezy naturalnego kolagenu w skórze. Dzięki małej cząsteczce wnika w głąb naskórka, gdzie skutecznie wiąże wodę, zwiększając poziom nawilżenia skóry, poprawiając jej elastyczność. Zapobiega wiotczeniu skóry,  przywraca jej właściwą gęstość i spoistość, spowalnia proces starzenia. Sprawia, że skóra dłużej zachowuje młodzieńczy wygląd.
Przeznaczony:  cera sucha, dojrzała, z oznakami starzenia się oraz po długotrwałym opalaniu.

 Sposób użycia: kilka kropli koncentratu nanieś na umytą i osuszoną skórę twarzy i szyi delikatnie wklepując. Okrężnymi ruchami wykonaj masaż. Stosuj rano i wieczorem samodzielnie lub pod ulubiony krem AVA.

 
W zwyczajnym kartoniku (prostota bardzo mi się tu podoba) znajdziemy klasyczne opakowanie z pipetą. Pipeta dobrze nakłada produkt, nie zacina się. Opakowanie jest zrobione z ciemnego szkła.

 
Konsystencja jest wpół-przezroczysta, wydaje się być śluzowata, ale jest bardziej jak woda. Produkt opiera się na glicerynie więc nie jest przezroczysty, natomiast wchłania się w skórę dosyć szybko.


 
Rano aplikowałam serum z wit. C oraz krem matujący, a wieczorem serum z kolagenem i kremy różnego rodzaju. Między innymi dla wypróbowania jego możliwości i ewentualnych ograniczeń, serum działało z kremami Eveline, Ziaji, Farmony, Sorayi, Nivei i wielu innych. Za każdym razem aplikacja przebiegała bez żadnych komplikacji - zero wysypki, 'ciastkowania' kremu, czy zatkanych porów. Obawiałam się nieco tego ostatniego, ponieważ mam cerę skłonną do zapychania, a gliceryna w składzie nie zawsze mi służy. Jednak wszystko było w jak najlepszym porządku. I teraz najważniejsza kwestia - działanie. Serum oczywiście nie działało przeciwzmarszczkowo i nie nastawiałam się na to. Oczekiwałam nawilżenia skóry przez noc i to dostałam. Nie wierzę w kosmetyki które odmładzają skórę, wierzę natomiast że nawilżeniem i odżywieniem możemy pewne oznaki starzenia opóźnić. Serum nie działało cudotwórczo, natomiast nałożone pod treściwy krem, w duecie sprawowało się dobrze. Również cena (ok 10 zł) za taki kosmetyk jest w porządku. Gdybym natrafiła kiedyś przypadkiem na kolejną promocję, pewnie skusiłabym się na serum z kwasem hialuronowym.


Aqua, Glycerin, Hydrolyzed (Marine) Collagen, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Carbomer

poniedziałek, 1 maja 2017

Nowości w maseczkach do twarzy po raz kolejny - Holika Holika, Pilaten - oczy, usta,cała twarz


Jak to mówili starożytni Egipcjanie - pielęgnacji nigdy za wiele :) (sic!) Tak więc moje oczy spoczęły na nowych maseczkach w płachcie od Holika Holika - spośród 10 rodzajów wybrałam trzy: ryżową [KLIK] ogórkową [KLIK] oraz z zieloną herbatą [KLIK]. Posługując się ściągą z opakowania, to nawilżenie, nawodnienie oraz wygładzenie.


Według wskazówek na opakowaniu, maseczki są na "cienkim materiale żelopodobnym", ale nie ma się co czarować - to maseczki na bawełnianej płachcie, jak wiele innych. Jeśli miałabym znaleźć coś co je wyróżnia, to rodzaj otwarcia - który wyjątkowo występuje w prawym górnym rogu. Bardzo podoba mi się również przejrzysty design opakowań. Zawartość natomiast jest klasyczna - większe wrażenie wywarła na mnie maseczka z ryżem, która lekko szczypała twarz i dobrze nawilżyła. 


Przechodząc do Pilaten - Maseczki w opakowaniach wyglądają bardzo szkaradnie. Jak z Chińskiego marketu, albo sprowadzone z aliexpress. Opakowania są kiczowate, natomiast musiałam wypróbować żelową maseczkę na usta, bo już od dawna kusi mnie taka maseczka od Etude House. Przy okazji kupiłam też żelowe płatki pod oczy - pomimo że mam jeszcze opakowanie bawełnianych płatków (ok. 5 zł za kilkanaście sztuk firmy Skinlite w Carrefour, polecam!) Żelki pobyły sobie na mojej twarzy ok 25 minut i nie zrobiły nic spektakularnego. Oprócz tego, że współlokatorzy wymyślili mi kilka nowych przezwisk i moja ciekawość co do kolorowych żelek została zaspokojona :) Usta nie były wygładzone, a skóra pod oczami spektakularnie rozjaśniona. Wręcz zaciskałam je pod maską, która temu sprzyjała. Cóż - wypróbowałam i więcej się nie skuszę. Mam natomiast w planach wypróbowanie pozostałych maseczek od Holiki :)


środa, 26 kwietnia 2017

Mascara Eveline, Volume Celebrities - jeden z najlepszych tuszy do rzęs, jaki testowałam :)


 

 Cześć! Dziś będzie o tuszu w złotym opakowaniu który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Czytałam same pozytywne recenzje tej mascary, ale co innego wypróbować na własnych rzęsach. :D


Pomimo, że mascara ma w nazwie 'volume', powiedziałabym że bardziej wydłuża rzęsy, niż nadaje im objętości. Po tuszach które pogrubiały rzęsy, miło jest przerzucić się na coś bardziej lekkiego, ale nadal dającego efekt 'wow'. Volume Celebrities zamknięta jest w bardzo estetycznym opakowaniu, na którym widać nawet wytłaczane wzorki. Powiedziałabym, że w dzisiejszych czasach zawartość produktu jest równie ważna jak samo opakowanie, więc jest to dla mnie ważna kwestia. Złoty, zgrabny tusz jest po prostu miły dla oka. Szczoteczka ma bardzo pomocny przy malowaniu kształt i, uwaga - rusza się. Za pierwszym podejściem zareagowałam mało entuzjastycznie, ale właściwie jest to pomocna rzecz. Ponieważ szczoteczka ma trzy różne grubości, po prostu przejeżdżam nią po rzęsach trzy razy przykładając za każdym razem w różnym miejscu. Najlepszy efekt uzyskuję, podkręcając szczoteczkę. Rzęsy są wydłużone i perfekcyjnie rozdzielone. Nie ma mowy o żadnych grudkach.


Tusz nie jest drogi - mieści się w najniższym przedziale cenowym, cena regularna to ok. 15 zł. Jest w dodatku świetny i stał się moim ulubieńcem obok Maybelline lash sensational. [KLIK] Pomimo że mamy już swoje ulubione produkty, cały czas warto próbować i odkrywać nowe rzeczy - tak właśnie wpadł do mnie ten tusz i został na dłużej :)
}