Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Too faced. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Too faced. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 lutego 2018

Too faced, Born this way naturally radiant concealer, Very fair - Jak sprawdza się korektor za 125 zł?

Cześć! Dziś o produkcie, którego można dostać stacjonarnie w każdej, nawet najmniejszej Sephorze. Jak wiemy, znaleźć idealny korektor pod oczy jest ciężko - powinien nie wchodzić w załamania, trzymać się cały dzień, dobrze kryć ale rozświetlać jednocześnie i oczywiście być lekkim dla skóry pod oczami. Podobno ideałem jest Tarte, ale za korektor z przesyłką z USA trzeba zapłacić bagatela 180 pln jeśli chcemy mieć pewność że to oryginał, plus podatek, co daje łącznie kwotę około 220 pln. A Tarte czasem ma opcję Free shipping worldwide, więc myślę że warto poczekać. A w międzyczasie posiłkuję się tym, co jest pod ręką. Po udanej współpracy z paletką, bronzerem, różem, rozświetlaczem, tuszem i szminką [KLIK] korektor też powinien zapowiadać się świetnie.

Wzbogacony składnikami korzystnymi dla skóry, takimi jak woda kokosowa, która uzupełnia nawilżenie skóry, różanecznik alpejski, który rozświetla skórę i przywraca jej blask oraz kwas hialuronowy, który wygładza skórę i nadaje jej młodszy wygląd. Nasza zastrzeżona mieszanka kolorowych korektorów wygodnych w użyciu dzięki kremowej konsystencji, stwarza wrażenie idealnej skóry. Cera jest naturalnie lśniąca, kiedy kosmetyk stosuje się pod lub na podkład, a nawet kiedy używa się go samodzielnie. 


Korektor występuje w szesnastu odcieniach [KLIK], w Polsce mamy ich dwanaście [KLIK]. Ja zaopatrzyłam się w Very Fair, który dobrze współgra z Double Wear 1W2 Sand oraz bronzerem w sztyfcie Hoola. Korektor ładnie wtapia się w skórę, pomimo dosyć jasnego i chłodnego odcienia, nie odznacza się. 

Opakowanie mieści 7 ml produktu, czyli standardową ilość i jest solidnie wykonane. Oprócz tego jest zwyczajne, i wyróżnia je jedynie napis na złotym pasku. Jeśli chodzi o aplikator, również nie wyróżnia się niczym szczególnym i wygląda, jak w każdym innym korektorze.

I teraz meritum sprawy, czyli kwestia jak sprawdza się w trakcie, i po aplikacji. Kosmetyk
 ma gęstą, kremową konsystencję fluidu. Jak już wspomniałam ładnie się wtapia, nakładany zarówno palcem, jak i Beauty blenderem. Krycie można uznać za średnie, na pewno nie jest to największe krycie jakie spotkałam. Korektor nie wysusza skóry pod oczami i nosi się go przyjemniej, niż te o matujących właściwościach. (Jeśli ktoś używał Catrice, na pewno wie co mam na myśli) Niestety, korektor nie jest dla osób, które nie lubią pudrowania skóry pod oczami - Dziś to codzienność, ale zdaję sobie sprawę, że osoby z cerą suchą pudrują delikatnie tylko strategiczne miejsca znikomą ilością pudru nawilżającego, po to by przedłużyć trwałość podkładu. Dla wielu osób baking pod oczami jest po prostu zbyt ciężki. Korektor Born this way wymaga niezwłocznego przypudrowania zaraz po aplikacji, bo niestety zbiera się w załamaniach skóry. Jest to na pewno ogromna wada, przez którą na pewno nie kupię go po raz kolejny. Zdaję sobie sprawę, że jest to kwestia sporna, bo każdy korektor powinien być przypudrowany dla utrzymania trwałości. Ja również ze swoją mieszaną cerą, nakładam puder bambusowy na całą twarz i odrobinę ryżowego pod oczy. Jednak nieraz po prostu chcę wyjść po przysłowiowe bułki do sklepu, wklepać odrobinę korektora żeby nie straszyć ekspedientek i tyle. Tutaj jednak jest to niemożliwe, bo kosmetyk nieprzypudrowany wygląda po prostu nieestetycznie. I po raz kolejny przyznam, że dla wielu osób nie będzie to wadą, bo wiele z was pudruje korektor od razu po aplikacji, ale używałam wiele drogeryjnych, tanich korektorów (Bourjois, Rimmel, Maybelline) które nie miały tego problemu i myślę że w kosmetyku za tą cenę mogę spodziewać się przynajmniej zachowania standardów które zachowały tańsze odpowiedniki.


Water/Aqua/Eau, Hydrogenated Polyisobutene, Hydrogenated Styrene/Isoprene Copolymer, Hydrogenated Didecene, Trimethylsiloxysilicate, Titanium Dioxide [Nano], Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Glycerin, Polymethylsilsesquioxane, HDI/Trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Lactobacillus/Salix Alba Bark Ferment Filtrate, Phenoxyethanol, Alumina, Cocos Nucifera (Coconut) Fruit Juice/Cocos Nucifera Fruit Juice, Cocos Nucifera (Coconut) Water/Cocos Nucifera Water, Dimethicone, Disteardimonium Hectorite, Lauric Acid, Lauryl Alcohol Diphosphonic Acid, Lauryl PEG-8 Dimethicone, Magnesium Aluminum Silicate, Methicone, Fragrance/Parfum, Pentylene Glycol, Potassium Sorbate, Rhododendron Ferrugineum Extract, Sodium Benzoate, Sodium Chloride, Sodium Dehydroacetate, Sodium Hyaluronate, Tocopheryl Acetate, Triethoxycaprylylsilane, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, Tropolone, Yogurt Powder. May Contain/Peut Contenir (+/-): Iron Oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499), Titanium Dioxide.

środa, 13 grudnia 2017

Too faced - Boss Lady Beauty Agenda - Paletka roku!


Cześć! Jest mnóstwo rzeczy z którymi chcę się z wami podzielić a co za tym idzie - postów do napisania, jednak ten nie może czekać w kolejce :D Ten zestaw jest limitowany i dobrze się sprzedaje, czuję się więc zobowiązana zapoznać was z nim jak najszybciej, jeśli jeszcze oczywiście o nim nie słyszałyście.





O Boss Lady Beauty Agenda napisałam w tytule "paletka", ale możemy uznać że to zestaw kosmetyków. (Dla ścisłości - paletka sama w sobie nazywa się Best year ever, ale to bez większego znaczenia, bo i tak nie dostaniemy jej poza zestawem)  W samej palecie oprócz 24 cieni znajduje się rozświetlacz, róż i bronzer, a dodatkowo mamy mini pomadkę w płynie i mini tusz Better than sex. Wszystko razem z... Kalendarzo-notatniko-poradnikiem z naklejkami zamknięte jest w uroczym, różowym kejsie na zamek. Ta propozycja przemawia do mnie najbardziej ze wszystkich paletkowo-zestawowych pozycji tego roku. Too Faced wypuścił również inny, mniejszy niebieski kejs z kalendarzem, ale nie pojawił się w Polsce i nie ma czego żałować - różowy jest idealny. 😊


Po pierwsze - kolory w palecie. Jest to oczywiście sprawa jak najbardziej indywidualna, jednak nie zaprzeczycie, że teraz na topie są kolory ciepłe. Myślę że to właśnie dlatego Best year ever jest w tym momencie mniej popularna od Desert Dusk. Ja w zestawieniu powyżej nie zmieniłabym nic. Gdy spojrzymy na paletę całościowo, kolory są neutralne i to w niej lubię. Cienie będą pasować na każdą okazję, bo mamy tutaj dosyć duży przekrój - oczywiście maty i błyszczące, mniej i bardziej napigmentowane również. Jeśli zapytacie o te mniej, na pewno muszę wskazać unwrap me - Jest to fioletowo-magentowy cień, pierwszy w dolnym rzędzie. Jest jedyny w swoim rodzaju bo posiada niebieski poblask, ale niestety nie dorównuje rzędowi wyżej - Te cztery kolory to kwintesencja Świąt. 😊 Jest również oczywiście czarny i jasny beż, bo dla wielu osób paleta bez czerni i beżu nie jest kompletna - przyznam, że też cenię sobie obecność tych kolorów. Cienie, chyba nie muszę wspominać, ale wypada - wspaniale się blendują i nie osypują. Dobrze się że sobą łączą, więc praca z nimi to przyjemność. Po tygodniu używania stwierdzam, że w makijażu codziennym aktualnie  kocham Love actually (trzeci w drugim rzędzie) oraz Deck the malls (drugi w czwartym rzędzie.) Jak widać przekrój kolorów jest duży, jednak pomimo że mamy nawet odcienie niebieskiego i zieleni, są one stonowane, eleganckie i daleko im do kiczu. 


Rozświetlacz w palecie nazywa się #blessed i wystarczy go odrobina, by zrobić taflę. Róż to Will you marry me?, i jest to intensywny róż ze złotym połyskiem - należy uważać, bo wystarczy go odrobina. Bronzer natomiast to Chocolate soleil - Jeśli ideałów może być więcej już jeden, to stawiam go obok Hoola. Bronzer dodatkowo pachnie czekoladą, co uzależnia od korzystania. Matowa pomadka w mini rozmiarze to Sell out - I biorąc pod uwagę jej uniwersalny odcień, rzeczywiście jestem w stanie uwierzyć, że szybko się sprzedaje. 😉 I tutaj kolejne brawa dla Too faced, bo mogli wcisnąć jakąś szminkę która im nie schodzi, a tymczasem dodajemy piękny, zgaszony koralowy róż, który pasuje do większości karnacji - Tak więc, o kolor nie musicie się martwić, na pewno się spodoba. I pozostał nam tusz, o którym opinie są różne. Mnie podoba się bardzo - wydłuża, rozdziela, po prostu podkreśla. Jednak rozumiem, że stosunek ceny robi tutaj swoje. Pełnowymiarowe opakowanie kosztuje ponad 100 zł, co opłaca się przy takim efekcie, jednak z Maybelline za 20 pln możemy osiągnąć podobny efekt. Jeśli ktoś oczekiwał cudów, mógł poczuć się zawiedziony. 
Podsumowując, mamy dobrej jakości produkty w estetycznym i uroczym opakowaniu - Ponadto wszystko jest dopracowane i dopięte na ostatni guzik. Oprócz dobrze napigmentowanych cieni znajdziemy tu trzy produkty do twarzy i miniatury matowej pomadki Melted oraz tuszu. Jestem bardzo zadowolona i uważam, że Too Faced powinno wypuszczać takie zestawy częściej 😊

}