Hej, kochani!
O maseczkach nie piszę zbyt często, chyba że mnie wybitnie zaciekawią. Maseczka arbuzowa jest nieco intrygująca na swój sposób - jak wiecie, uwielbiam maski w płachcie, a masek z grafiką używa się przyjemniej. O skinowym tygrysku pisałam tutaj - KLIK, a arbuzowa maska jest interesująca, bo upolowałam ją stacjonarnie, gdzie dostępne były też inne maseczki Skin79 oraz Holika Holika.

SKIN79 Fruit Mask - Watermelon Girl
Innowacyjny design nowych masek w płacie zachęca do zabawy podczas codziennej rutyny pielęgnacyjnej. ARBUZOWA DZIEWCZYNA to maska silnie nawilżająca o kojących właściościach
ekstraktu z arbuza. Likopen zawarty w wyciągu zapobiega fragmentacji DNA w fibroblastach i keratynocytach, chroni ważne składniki komórki przed działaniem promieni UV i zmniejsza ryzyko wystąpienia rumienia po nadmiernej ekspozycji na słońce. Watermelon Girl to idealna maska na lato. Działa zmiękczajaco, nawilżająco, przeciwzmarszczkowo i tonizująco. Produkt wolny od parabenów, pochodnych formaldehydu i ftalanów.
Sposób użycia:
na oczyszczoną skórę twarzy nałożyć toner a następnie płat maski. Po 20 minutach zdjąć i wklepać pozostałość żelu.


Zapach, zaskoczę was, jest... owocowy. :P Nie da się wyczuć jakiejś konkretnej woni, nie mniej jest delikatny i przyjemny. Nie narzuca się w żaden sposób.

Opakowanie samo w sobie jest zwyczajne, zawiera naklejkę z podstawowymi informacjami po polsku, jakie zawarł dystrybutor i skład w języku angielskim. Ważniejsza jest tu jednak kwestia zawartości opakowania - pisałam wam kiedyś, że zazwyczaj im droższa maseczka, tym więcej esencji - rzeczywiście, pomimo że płachta była porządnie nasączona, w opakowaniu znajdowało się jeszcze nieco produktu, którego możemy dołożyć na twarz. Ostrzegam jednak - może dla niektórych wydawać się to oczywiste, ale ludzie już niczym mnie nie zaskoczą - maska w płachcie to produkt jednorazowy Spotkałam się kiedyś z wpisem (który niestety nadal istnieje), gdzie blogerka opisywała, że maseczek używa 2 raz - po prostu, po użyciu wkłada do opakowania i następnego dnia z powrotem na twarz. Taka mokra maska po zdjęciu z twarzy i podczas przechowywania to istne siedlisko bakterii - przestrzegam, że na maseczkach nie warto oszczędzać w ten sposób. Napisałam to autorce, ale pomimo że upłynęło kilka miesięcy, nie zaakceptowała komentarza, ani nie edytowała wpisu - a szkoda by było, gdyby ktoś wziął przykład z takich złych nawyków.


O maseczkach w płachcie już się rozpisywałam, ale zawsze w postach staram się powtarzać wszystko od podstaw, bo wiem że wiele z was trafia tu po raz pierwszy. Bawełniana forma maski sprawia, że skóra nie ma wyboru i musi wchłaniać esencję, którą jest nasączona bawełna. Brzmi banalnie? Tak, na tym polega działanie każdej maski. Bawełniane maseczki można też kupić solo i samemu nasączać serum, lub nakładać mokrą bawełnę na maskę glinkową, aby nie wysychała zbyt szybko. Jednak po co się trudzić, skoro producenci wychodzą nam naprzeciw. :P Jeśli oglądacie k-dramy, na pewno widzieliście nie raz i nie dwa aktorów w maskach, baardzo popularnych na drugim kontynencie. Kilka lat temu PL firmy kosmetyczne podłapały pomysł i pamiętam, że na targach kosmetycznych kosztowały krocie, na szczęście Lomi Lomi pojawiło się w Hebe stacjonarnie. A teraz przyszła kolej na stacjonarny Skin79 - napiszę wam wkrótce więcej, bo ma pojawić się baaardzo dużo Azjatyckich produktów.
Maska arbuzowa oczywiście nie różni się formą od innych masek w płachcie, poza małymi technicznymi uwagami. Niektóre maski są jakby szyte na miarę, inne mniej. Rzeczywiście, arbuz nie zakrywa mi boków twarzy, jednak poza tym wszystko pasuje.
Maseczkę trzymałam na twarzy przepisowo 20 min i resztki esencji wklepałam. Skóra była przez chwilę mokra, ale po kwadransie esencja wchłonęła się całkowicie. Teraz, co jest zasługą zarówno peelingu jak i maski, jestem posiadaczką super-nawilżonej i wygładzonej cery. Brzmi jak idealna baza pod makijaż? Szkoda, że nie mam więcej czasu na takie radości.
Maski w płachcie są niesamowicie uniwersalne - przykładowa, właśnie opisywana arbuzowa, ma za zadanie nawilżać. Dla suchej skóry będzie ukojeniem, a dla mojej tłustej jest wręcz idealna. Po peelingowaniu twarzy, skóra jest przez chwilę matowa, gdy wchłonie nawilżającą esencję, produkcja sebum przebiega wolniej. Intensywne nawilżanie jest też podstawowym sposobem zapobiegania zmarszczek. Niczego nie boję się bardziej, niż widoku kurzych łapek wokół oczu w przyszłości - siedząc z maską na twarzy, obawy nieco zmniejszają się. :P
Podsumowując:
- Skóra przez 20 minut absorbuje ekstrakty owocowe zawarte w składzie
- Po zdjęciu maski przez chwilę jest lepka, ale reszta esencji szybko się wchłania
- Jeśli esencji w opakowaniu zostało nam sporo producenci zalecają często zużycie jej na suche partie na ciele - łokcie i kolana
- Po wchłonięciu esencji mamy idealną bazę pod makijaż, dzięki nawilżeniu i wygładzeniu skóry
- Przyjemny zapach
- Ideał! Dla mających czas, najlepiej stosować kilka razy w tygodniu

Water, Butylene Glycol, Glycerin, Citrullus Lanatus (Watermelon) Fruit
Extract(500ppm), Persea Gratissima (Avocado) Fruit Extract, Musa
Sapientum (Banana) Fruit Extract Actinidia Chinensis (Kiwi) Fruit
Extract Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Fruit Extract Trehalose,
Betaine, Allantoin, CarthamusTinctorius (Safflower) Flower Extract
Gardenia Florida Fruit Extract Phenoxyethanol, Xanthan Gum, PEG-60
Hydrogenated Castor Oil, Tromethamine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate
Crosspolymer, Ethylhexylglycerin, Disodium EDiA, Fragrance,
1,2-Hexanediol
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz